środa, 22 lutego 2017

11 "Bądź ze mną"



Ostatnio złapała mnie jakaś niechęć na czytania. Za co się nie zabierałam, odkładałam to po przeczytaniu kilku stron bo w żaden sposób nie mogłam się wciągnąć. Ale z drugiej strony targały mną również wyrzuty sumienia, bo przecież nie mogę zaniedbywać moich czytelników, prawda ? I na całe szczęście przypomniałam sobie o książce zakamuflowanej gdzieś na moim Kindle’u. Czytałam ją już tak wiele razy i uznałam, że idealnie nada się na wyciągnięcie mnie z czytelniczego dołka. Bo co innego by podziałało jak nie gorący romans z świetnie wykreowanymi bohaterami i całkiem niezłą fabułą owianą tajemnicą i wydarzeniami, których trudno się spodziewać ? Jeśli podobnie jak ja kochacie takie historię, to koniecznie musicie przeczytać „Bądź ze mną” J.Lynn. Koniecznie ! :)

„Milczenie nie jest żadną wartością. To choroba; żal, który się trawi i miesza ci w głowie.”

Teresa to dziewczyna, której świat przez jeden nieudany skok wywrócił się do góry nogami. Kontuzja kolana zaprzepaściła jej marzenia o karierze tanecznej i sprawiła, że bohaterka zamiast wyjechać do Nowego Jorku, gdzie miała trenować pod okiem najlepszych nauczycieli, była zmuszona wymyślić „Plan B” na resztę życia. Okazały się nim studia nauczycielskie na uniwersytecie, gdzie uczęszczał jej starszy brat Camerom, a tym samym najlepszy przyjaciel Jase’a, w którym Tess od długiego czasu była zadurzona. Cała fascynacja rozpoczęła się rok wcześniej, kiedy miedzy postaciami doszło do pocałunku, o którym Teresa nie mogła zapomnieć. A Jase ? Chłopak przez ten czas starał się jej unikać. Nie odpisywał na maile, smsy, nie przyjeżdżał w odwiedziny do Camerona, usunął się całkowicie z jej życia.
Wszystko skomplikowała jadnak nauka na tej samej uczelni. Bo przecież przez cały czas nie można się ignorować i udawać, że nic się nie stało. To znaczy pewnie w prawdziwym życiu by to przeszło, ale to jest romans, a tam pisarze mogą posunąć się do wszystkiego.

„Śmierć zawsze przypomina żyjącym, żeby żyli - żyli teraźniejszością i patrzyli w przyszłość.”

Po zagłębieniu się w historię, czytelnik widzi, że główni bohaterowie nie są sobie obojętni. Zależy im na sobie no i do tego targa nimi pożądanie, ale mimo wszystko Jase ciągle odtrąca dziewczynę. Nie chce się angażować, bo uważa, że skrywane przez niego tajemnice przerosną Teresę i ta z biegiem czasu sama stwierdzi, że rodząca się między nimi relacja nie ma sensu. Poniekąd boi się odrzucenia, bo uważa, że przeszłość tak bardzo skomplikowała jego teraźniejszość i przyszłość, że może nigdy nie będzie zasługiwał w pewni na szczęście. Czy się myli ?

„Starałem się trzymać od ciebie z daleka. Próbowałem ignorować to co do ciebie czuję. Bo wiem, że nie wolno mi tego czuć. Ale to walka z góry skazana na niepowodzenie. I nie chcę już dłużej walczyć.”

Książka jest drugim tomem serii „Zaczekaj na mnie”, ale uważam, że „Bądź ze mną” jest o niebo lepsze od pierwszej części. Jest w niej tak naprawdę wszystko, co składa się na moim zdaniem udaną historię. Miłość, przyjaźń, tajemnice, elementy zaskoczenia. W dodatku autorka pisze ciekawym, zgrabnym językiem, co powoduje, że strony przekręcają się w bardzo szybkim tempie. I wiecie co ? Zazdroszczę wszystkim tym, którzy mają jeszcze tę historię przed sobą, bo naprawdę ma ona w sobie „to coś” i jestem pewna, że to nie był ostatni raz kiedy do niej wróciłam. I chyba nikogo nie zdziwi to, że po tych moich wszystkich zachwytach oceniam ją na 9 z ogromnym plusem :)


A wy kochani, czytaliście ? Może macie w planach ? O wiem, podajcie mi koniecznie tytuły, który wyprowadzają was z czytelniczej depresji :D

środa, 15 lutego 2017

Medyczny Book Tag



Hej wszystkim !
Przyszedł czas na post zapychacz na blogu :D Pomyślałam, że same recenzje mogę być troszkę nudne, a po podpatrzeniu tego tagu na blogu My love are books stwierdziłam, że po prostu muszę go zrobić u siebie. No dobra, to zaczynamy ^^

1. Anestezjologia - książka tak nudna, że prawie Cię uśpiła.


Ciężki wybór, miałam kilka propozycji począwszy od szkolnych lektur, do tak zwanych "Bestsellerowych niewypałów". Ostatecznie jednak wybieram "Papierowe Miasta" Johna Greena. Nie wiem jak wy, ale ja ledwo dotrwałam do końca. 


2. Diagnoza- smutna książka. 


Próbowałam przypomnieć sobie książki przy których płakałam, ale niestety tak się składa, że bardzo często wzruszam się przy romansach. Jednak jedno z najsmutniejszych zakończeń moim zdaniem miał "Promyczek"


3. Zawał- książka z nagłym zwrotem akcji.


Nie wiem czy można to nazwać nagłym zwrotem akcji, ale Hoover w "Hopeless" naprawdę mnie zaskoczyła tym wątkiem dotyczącym dzieciństwa bohaterów i ojca Sky. Mam nadzieję, że mnie rozumiecie. 

4. Dentysta- książka której szczerze nie lubisz.


Tutaj wybór był prosty. "Bez ciebie nie ma lata" denerwowała mnie na każdym kroku i momentami miałam ochotę rzucić książką o ścianę. 


5. Panie doktorze! Straciliśmy pacjenta...- książka z zupełnie niespodziewaną śmiercią.


Odpowiedź jest tylko jedna - "Kosogłos". Ci co czytali z całą pewnością rozumieją o co mi chodzi. 

6. Operacja- książka podczas której wstrzymywałaś oddech ze zdenerwowania i napięcia.


W napięciu najbardziej trzymała mnie seria "Gone. Zniknęli". I mimo, że czytanie czwartej części strasznie mi się dłużyło, to naprawdę nie mogłam się doczekać jak rozwinie się sprawa ETAP-U i głównych bohaterów. 

7. Pobieranie krwi- krwawa książka!


Tutaj moim zdaniem najlepiej wpasuje się seria "Pamiętniki Wampirów". Dużo morderstw, nawet bardzo. Ale kocham to co stworzyła J.Lynn, pomimo że skończyłam moją przygodę z wykreowanymi przez nią bohaterami już kilka lat temu.

8. Komu lekarstwo? - książka z gorzkim zakończeniem.


Do ostatniego momentu wierzyłam, że "Zanim się pojawiłeś" skończy się zupełnie inaczej. Płakałam jak bóbr. 

9. Zawroty głowy- książka ze świetnym wątkiem miłosnym.

Jako czytelniczka romansów, tutaj miałam duży problem. Nawet bardzo duży. Ostatecznie jednak zdecydowałam, że mój ulubiony wątek miłosny jest w "Pieśni Dawida". Uwielbiam tą książkę ! 


10. Rozprzestrzeniająca się zaraza czyli kogo tagujesz?

Stwierdziłam, że nie będę nikogo nominowała. Jeśli tag się komuś spodobał to serdecznie zachęcam do wrzucenia go na swojego bloga. 

poniedziałek, 13 lutego 2017

10 "Idealna chemia"



Ale wiem, że kochać kogoś znaczy stracić kawałek siebie. 
Czasem idealność bywa męcząca. Ludzie próbują przestrzegać z góry ustalonego schematu, zatracając przy tym własne poglądy i osobowość. Stają się aktorami występującymi w beznadziejnej sztuce, w której tak na dobrą sprawę nawet nie mieli ochoty grać. Taki los przypadł również głównej bohaterce książki pod tytułem "Idealna chemia" - Brittany Ellis. Dziewczyna wychowywała się w na pozór idealnym domu, ma idealne oceny, idealne miejsce kapitana w składzie cheerliderek i idealnego chłopaka. Brit jest postrzegana przez wszystkich jako wielki ideał i nie może pozwolić sobie na choćby najmniejsze potknięcie, bo mogłoby to doprowadzić do zaburzenia pracy całego otaczającego ją świata. Wszystko zmienia się jednak w momencie, kiedy na lekcji chemii zostaje usadzona wraz z najniebezpieczniejszym chłopakiem chodzącej do jej szkoły, meksykaninem należącym do gangu, czyli z Alejandro Fuentesem. 

Nikt nie jest tu na zawsze.Trzeba żyć chwilą, każdym dniem... być tu i teraz.

Na początku miedzy bohaterami nie ma nic prócz nienawiści. Na pozór dzieli ich tak właściwie wszystko. Status społeczny, przekonania czy pochodzenie. On wywodzi się z biednej strony miastka, przed którą Britt była wielokrotnie ostrzegana i pała do niego dużą niechęcią. Nie podoba jej się jego pewność siebie i agresja. Ale przede wszystkim, początkowo się go po prostu boi. Z czasem jednak Alejandro, lub też Alex, jak wolał być nazywany, pod wpływem zakładu próbuje zbliżyć się do dziewczyny. Nie jest to jednak tak łatwe jak się tego spodziewał, ale z czasem udaje mu się przebić przez mury Brittany. Bohaterowie otwierają się na siebie, dzielą swoimi uczuciami i zakład przestaje być już w pewnym momencie najistotniejszą dla Alexa sprawą. Rodzi się miedzy nimi uczucie, którego oboje się boją i na które nie są w żadnym wypadku przygotowani. Zapominają, że szczęście nigdy nie będzie im dane, że dwa tak odmienne światy nigdy nie będą mogły się połączyć, ale mimo wszystko próbują postąpić na przekór wszelkim oczekiwaniom. 

Za każdym razem, gdy odrzucam cudze oczekiwania i w końcu robię to, co moim zdaniem jest właściwe, czuję się silniejsza.

O książce dowiedziałam się z innego bloga recenzenckiego i pomimo tego, że historia wpisuje się bardzo w typowe standardy "new adults" to mi się podoba. Nie było w niej może nic odlotowego, ani wbijającego czytelnika w fotel, ale bardzo polubiłam wykreowane postaci. W szczególności Alejandro i jego najlepszego przyjaciela Paco, oraz Isabel. Mieli w sobie coś takiego przyciągającego, że nie mogłam się im po prostu oprzeć. 
Z tego co wyczytałam w internecie, wiem że "Idealna chemia" posiada również kontynuacje opowiadającą o losach młodszych braci Alexa, ale wydaje mi się, że w najbliższym czasie po nie nie sięgnę. Nie mniej jednak polecam pierwszą część wszystkim osobą, które potrzebują romansidła ze szczyptą niebezpieczeństwa i dreszczyku emocji. Ja tymczasem oceniam książkę na 7/10. 

-Czy to ma jakiś sens?-Ma. Ale wychodzi na to, że cierpię na chorobę maniakalno-depresyjną.-To normalne w miłości.

środa, 8 lutego 2017

09 "Pieśń Dawida"




Czasem uległość polega na odrzuceniu dumy, oddaniu kontroli i obdarzeniu kogoś miłością i zaufaniem, nawet jeśli ten ktoś na to nie zasługuje.
Czasem może nam się wydawać, że ucieczka jest jedynym rozwiązaniem. Że może w pewnym sensie uchroni to naszych bliskich przed cierpieniem, a nas samych od ich spojrzeń przepełnionych bólem i współczuciem. Pakujemy manatki, załatwiamy wszystkie formalne sprawy i wyjeżdżamy zostawiając po sobie jedynie stertę kaset, które mają tłumaczyć podjętą decyzję. Ale czy naprawdę jesteśmy aż tak głupi, żeby nie zdawać sobie sprawy z tego, że nasi najbliżsi będą sobie niemalże wypruwać flaki, aby nas odnaleźć ? Wiedziałeś Dawidzie. Wiedziałeś to wszystko. Tylko dlaczego mimo wszystko zdecydowałeś się na ucieczkę ? 

"- Mojżesz powiedział mi kiedyś, że nie da się uciec przed sobą. Możesz biec, ukrywać się lub umrzeć, ale cokolwiek zrobisz, będziesz sobą. Przez długi czas byłem dość pusty. Trochę czasu zajęło mi rozgryzienie, co mogłoby mnie wypełnić." 
Dawid po poznaniu Mojżesza zmienił się o 360 stopni. Odnalazł siebie, swoją drogę. Przestał miewać myśli samobójcze i po prostu zaczął żyć. Kiedy wszystko układało się po jego myśli, poznał tajemnicza dziewczynę. Millie, bo tak się nazywała, pracowała w jego barze jako tancerka. Ku zdziwieniu Taga, bohaterka okazała się niewidoma. Jej matka niedawno zmarła, ojciec ulotnił się kilka lat temu i jedyną bliską osobą jaka jej została, był Henry - młodszy brat, cierpiący na pewnego rodzaju zaburzenia umysłowe. Między bohaterami początkowo nawiązała się przyjaźń, która z czasem zmieniła się w silniejsze uczucia. Jednak w pewnym momencie David po prostu zniknął. Zostawił Millie, Henrego i Mojżesza, przyjaciół z klubu i rodzinę i po prostu wyjechał. Nikt nie wiedział dlaczego, ale też żadne z nich nie chciało się poddać. Postanowili, że znajdą Taga mimo wszystko i sprowadzą go do domu. 
"- Kiedy zaczniesz wierzyć w to, że zasługujesz na miłość ? - zawołała za mną wyraźnym i opanowanym głosem, który nieznacznie drżał pod wpływem z trudem tłumionej furii."

Po przeczytaniu pierwszej części, nie sądziłam, że autorka może mnie już czymkolwiek zaskoczyć. No bo jak można pobić historię o Georgii i Mojżeszu ? No jak ? Dlatego początkowo miałam pewne obiekcje co do sięgnięcia po "Pieśń Dawida". Nie chciałam, żeby możliwy niewypał lektury przyczynił się do mojej opinii co do twórczości Amy Harmon. Ale w końcu pod wpływem chwili i przecen, zamówiłam książkę i teraz z ręką na sercu mogę powiedzieć, że to była jedna z najlepszych czytelniczych decyzji w moim życiu. Bo jak się okazało, opowieść o Tagu wprost bije na głowę "Prawo Mojżesza".  I wybacz mi Colleen Hoover, ale właśnie straciłaś pozycje mojej ulubionej pisarki książek o miłości. 

"-Najbardziej intymnym przeżyciem jest pozwolenie, by ukochane osoby zobaczyły nas w najgorszej formie. Wtedy, gdy jesteśmy najsłabsi. Prawdziwa intymność jest wtedy, gdy nic nie jest idealne. A ja nie sądzę, żebyś był gotów na intymność ze mną, Dawidzie."

I wiecie co ? Mimo tego, że wprost kocham romanse i pewnie nie mogłabym się bez nich obejść, to naprawdę nienawidzę schematycznych historii. No wiecie, takich z cyklu: "Jest piękna/przystojny, zakocham się." Nie cierpię takich banałów i Amy Harmon absolutnie mi ich nie daje. Wykreowana przez nią fabuła wnosi zawsze coś nowego i trudnego do powtórzenia i to jest niesamowite. Bo mimo tego, że 'new adults' przez większość może wydawać się już oklepane i mało zaskakujące, to ta kobieta wprost zaskakuje mnie na każdym kroku i chyba dlatego najbardziej ją cenię. Teraz zostało mi jeszcze "Making faces" i nie wiem czy się trochę nie wstrzymam z tą książką. Bo co wtedy będę czytała ? Mam nadzieję, że w Polsce zostaną jeszcze wydane jakieś książki. Tymczasem "Pieśń Dawida" oceniam na 10/10, choć ta skala wydaje mi się i tak mało odpowiednia. 

"- To pamiątka z czasów, gdy bardzo nie chciałem żyć - wyznałem bez skrępowania. - To było dawno temu. Teraz się kocham. Nie martw się." 

środa, 1 lutego 2017

Podsumowanie stycznia !



Przyszedł czas na podsumowanie miesiąca, a tym samym na pierwszy zamieszczony taki post na blogu.  Z jednej strony jestem bardzo podekscytowana, ale z drugiej troszkę się obawiam, bo kompletnie nie wiem jak się za to zabrać. Nienawidzę schematów i staram się ich unikać, gdy tylko mogę. Dlatego mam nadzieję, że przy tej okazji również wymyślę coś swojego.  Ale czy mi się uda ? Nie mam pojęcia, koniec końców wyjdzie w praniu. 

Millie powiedziała mi kiedyś, że piękną piosenkę poznaje się po tym, że może cię zdruzgotać. Możliwe, że po tym samym poznaje się piękne zycie. Po tym, że może cię zdruzgotać. Może właśnie dopiero dzięki temu wiemy, że naprawdę żyliśmy. I że naprawdę kochaliśmy. - "Pieśń Dawida" 
Kiedy zaczęłam prowadzić bloga, nie spodziewałam się cudów na kiju. Z góry założyłam, że będę pisała bardziej dla siebie, a jedynie sporadycznie pojawi się jakiś czytelnik, który wpadnie przypadkiem i nie zagrzeje długo miejsca. No bo kto na dobra sprawę chciałby czytać te moje wypociny ? Przecież blogosfera przepełniona jest stronkami recenzenckimi dużo lepszymi od mojej. Mimo wszystko jednak wymyśliłam sobie jakiś mały oryginalny adres i zabrałam się za pisanie. I możecie się jedynie domyślać jaka jestem teraz spełniona gdy widzę tych 14 obserwatorów i ponad tysiąc wyświetleń. Serio, nie wiem jak to robicie, ale jesteście wielcy. ( W tym momencie przybijam mentalną piątkę z moimi stałymi odbiorcami :D ) 

Nie potrafię wyrazić tego, jak się poczułam. I jak się wciąż czuję. Nie potrafię. Słowa wydają się płytkie i puste. - "Prawo Mojżesza"
To teraz po tych moich wywodach przyszedł chyba czas na statystyki. Będzie trochę nudno, no ale ten post w końcu ma być podsumowaniem moich wyników czytelniczych.  W tym pięknym, zimym miesiącu śliskich ulic i chodników udało mi się przeczytać 5 książek i jestem właśnie w połowie "8 Życia". Co prawda recenzja "Pieśni Dawida" jeszcze się nie ukazała, ale będzie miała swoją premierę na początku lutego.  Ponadto na blogu zamieściłam 8 postów i jestem z tego wyniku bardzo dumna. 
Próbuję dostrzec magię codziennych cudów: fakt, że moje serce nadal bije, że mogę unosić stopy i chodzić, że jest we mnie coś wartego miłości.  - "Morze spokoju"


I wiecie co ? Pomyślałam, że każdego miesiąca jednej książce będę nadawała Koronę Książkomaniaczki na znak, że opowieść była fenomenalna. Ale jeśli coś mi się nie spodoba, naznaczę to Berłem nieudacznicy Dzięki Gerberko za pomysł z tym berłem ). 

I jeśli z Berłem nieudacznicy było dość łatwo, bo od razu do głowy przyszło mi "Tego lata stałam się piękna" czyli książka, która dosłownie irytowała mnie na każdym kroku, to z Koroną Książkomaniaczki było o wiele trudniej. Jednak to długim namyśle zdecydowałam, że "Pieśń Dawida" była historią doskonałą. Imponowała mi na każdym kroku i wprost zakochałam się w głównym bohaterze.


A wy ? Ile książek udało Wam się przeczytać w tym miesiącu ? Chwalcie się swoimi wynikami :) 

piątek, 27 stycznia 2017

08 "Chłopak który stracił głowę"



Przed sięgnięciem po "Chłopaka który stracił głowę", nie czytałam tak naprawdę żadnych recenzji. Zachęcił mnie raczej opis, ciekawa okładka i ciągle pojawiające się posty na Facebooku promujące tę właśnie opowieść. Po przeczytaniu zapowiedzi, stwierdziłam, że autor wymyślił coś nowego, a przynajmniej ja nie spotkałam się dotychczas z czymś podobnym. Mieliśmy poznać 16-letniego Travisa, który cierpiał na nieuleczalnego raka. Choroba wyniszczała jego organizm, aż w końcu ciało przestawało nadawać się do jakiegokolwiek użytku. Kiedy chłopak już w pewnej mierze pogodził się z nadchodzącym odejściem, pojawiła się szansa. Został zaproszony do udziału w eksperymencie, który mógł zmienić jej los. Nie widząc innego wyjścia, bohater decyduje się na poważny zabieg. Budzi się pięć lat później. Nic nie jest jednak tak jak powinno. Najlepszy przyjaciel i dziewczyna są już dorośli. Rodzice skrywają przed nim poważny sekret, a on sam musi ponownie zmierzyć się z licealnym koszmarem, tym jednak razem bez wsparcia ukochanych bliskich. 

Wierzcie mi: życie może się zmienić z fajnego i udanego w jakieś gotyckie smuty szybciej, niż będziecie w stanie powiedzieć: "Ostra białaczka limfoblastyczna."

Wyobraźcie sobie, że pewnego dnia budzicie się jak ze zwykłej drzemki. Nic nie jest jednak tak, jak zapamiętaliście. Najbliżsi się postarzeli, zalewają się łzami na wasz widok. Ponadto wasze ciało, do którego zdążyliście się już przyzwyczaić przez tych kilkanaście lat, zostało wymienione na nowe. Najprawdopodobniej lepsze, a co najważniejsze, zdrowe.Media na całym świecie aż huczą na wasz temat. Dlaczego ? W końcu nie codziennie przechodzi się zabieg przeszczepienia głowy do innego tułowia. Jesteście jedną z dwóch osób, które: "(...) kopnęła śmierć w tyłek, jakby była burym kundlem. " 
Mówi się, że kiedy ktoś umiera, wraz z nim umiera jakaś cząstka nas wszystkich. I pewnie dlatego to musi tak boleć. Przez całe życie tracimy różne części siebie, aż w końcu nie mamy już nic do stracenia.

Whaley w swojej książce stworzył nowy etap życia Travisa. Przedstawił go jako osobę, która nie może pogodzić się z utraconą przeszłością i za wszelką cenę próbującą ją odzyskać. Jednak od jego ostatniego spotkania z bliskimi minęło już dobrych pięć lat. Wszystko tak naprawdę uległo zmianie. Rodzice skrywają przed nim poważny sekret, najlepszy przyjaciel dziwnie się zachowuje, a ukochana dziewczyna.,, Ma narzeczonego i bez wątpienia nie jest nim główny bohater.
 Nie możemy marnować całego życia na obsesyjne myślenie, o tym, jak to było przedtem. bo to zdecydowanie nie pomaga.

Książka na pewno nie jest historią miłosną, tak jak obiecuje inny świetny pisarz - John Green, którego recenzja została umieszczona na okładce. Opowieść jednak mimo wszystko mi się spodobała. Nie jest może jakaś głęboka, zaskakująca, czy trzymająca w napięciu, ale autor wykreował naprawdę świetnych bohaterów/ Wprost zakochałam się w Hattonie, najlepszym przyjacielu Travisa z nowego życia. "Może i był żydem, ale jego prawdziwą religią były dziewczyny."  
"Chłopak który stracił głowę" idealnie nadaje się na wolny wieczór, możemy się trochę pośmiać, czasem też wywrócić oczami na dziecinne zachowanie Travisa.


 Moja ocena 6/10 

niedziela, 22 stycznia 2017

07 "Prawo Mojżesza"

Jeśli nie kochasz, nikt nie zostaje zraniony. Łatwo odejść. Łatwo pogodzić się ze stratą. Łatwo dać sobie spokój.


W ostatnim czasie było bardzo głośno o tej książce. Przeczytałam sporo recenzji na jej temat, aż w końcu powiedziałam sobie: "STOP ! Natalka, musisz nadrobić czytelnicze zaległości". Kilka dni póżniej "Prawo Mojżesza" dostało się w moje ręce i rozpoczęłam przygodę z twórczościom pani Harmon.  Początkowo myślałam, że pochlebne opinie są przesadzone, jadnak już po przeczytaniu prologu wiedziałam, że autorka nieźle poharata moje wnętrze i przez długi czas nie będę mogła się pozbierać. I mimo, że książkę skończyłam już w grudniu, to w dalszym ciągu nie jestem w stanie znaleźć słów, które oddadzą to co czułam, kiedy zagłębiałam się w historię Georgii i Mojżesza. Ta opowieść była po prostu fenomenalna ! ( Chociaż w sumie dalej nie jestem pewna, czy to słowo w pełni oddaje jej cudowność ) 

A po jego odejściu ? Wcale nie było lepiej, tylko gorzej. Każdy kolejny dzień był coraz trudniejszy. Żal był tak samo intensywny, smutek tak samo przenikliwy, a perspektywa tych wszystkich dni bez niego równie trudna do zniesienia.

On był wycofany i chłodny. Do wszystkiego podchodził z rezerwą i miał tajemnice, którymi z nikim nie chciał się dzielić. Ją zaś można opisać jako typowego uparciucha, który zawsze musi postawić na swoim, niezależnie od konsekwencji. I kiedy Mojżesz pojawił się w jej okolicy, kiedy podjął prace na farmie jej rodziców, postanowiła, że przebije się przez jego mury i jakoś do niego dotrze. 
I nie chce pisać już tutaj nic więcej. Nie chcę spoilerować. Nie chce ujawniać choćby najmniejszego rąbka tajemnicy, bo uważam, że każdy czytelnik zasługuje na to, żeby przeżyć tę przygodę sam. Mam nadzieję, że uda wam się zagłębić w tej opowieści i podbije ona wasze serca. Sprawi, że coś poczujecie, momentami może zapłaczecie. Ale to przecież dzięki emocjom kochamy czytać, prawda ? 

- Będziemy po prostu uciekać, Mojżeszu. Jak ty to mówiłeś? Tu, tam, na drugi koniec świata? Nie uciekniemy od siebie samych, więc będziemy razem, dopóki każdy z nas nie odnajdzie siebie, dobrze? Dopóki nie wymyślimy, jak się z tym uporać.

 Nie mogłam się oderwać od lektury, ale mimo wszystko próbowałam jak najbardziej odciągnąć w czasie jej zakończenie. Przeczytanie ostatniej linijki oznaczało bowiem koniec przygody. Koniec ze wcielaniem się w wykreowany przez autorkę świat i co najgorsze, koniec z bohaterami, do których zdążyłam się już przywiązać. Nic jednak niestety nie trwa wiecznie i w końcu musiałam odłożyć "Prawo Mojżesza" na półkę biblioteczki. Aczkolwiek, wydaje mi się że często będę wracała do tej historii, choćby po to, żeby prześledzić wzrokiem ulubione cytaty. W planach mam już kolejne książki tej autorki, czyli "Pieśń Dawida" oraz "Making Faces" i mam nadzieję, że spodobają mi się równe mocno jak ta opowiadająca o losach Mojżesza i Georgii, którą oceniam oczywiście na 10. 

Podeszłam do niego, ujęłam jego twarz w dłonie i mocno go pocałowałam. To był przypuszczalnie najgorszy pocałunek świata w historii wściekłych pocałunków